Z perspektywy Isabel
Ze snu wyrwał mnie pyszny zapach smażonych naleśników.Obudzona i zarazem głodna zeszłam na dół.
-Co dziś dobrego na śniadanie?-zapytałam Agnes widząc ją smażącą jak już wspomniałam naleśniki.
-Naleśniki z czekoladą i truskawkami oraz sok pomarańczowy.
-Mówiłam ci już, że cię kocham?
-Hmm..nie.
-To mówię-posłałam jej serdeczny uśmiech.
Usiadłam przy stole i zaczęłam wcinać przygotowany posiłek.Po paru minutach dołączyła do mnie reszta.Patrząc na nie wszystkie tylko utwierdziłam się w swoim przekonaniu, że życie pojedynczego piosenkarza,jest nudne.Nie to co w grupie, tak jak np u nas, gdzie zawsze są jakieś wygłupy, odpały, gdzie zawsze jest wesoło.Dzięki programowi jakim jest x-factor poznałam czwórkę dziewczyn, które teraz są mi bliskie, które teraz kocham jak własne siostry, które mnie pocieszą, wesprą, dadzą dobre rady i wysłuchają.
W tym momencie nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co by było gdybym nie ruszyła swojego tyłka z łóżka w dniu, który całkowicie odmienił moje życie.
Rozmyślania przerwał mi głos Megan.
-Ja pozmywam.
-W zmywarce?
-Tak też można-jak powiedziała , tak zrobiła.
-To jedziemy podpisać te umowy o których mówił nam wczoraj Ben, a później wolne?
-Tak, chyba tak.
Dopiero teraz zauważyłam, że tylko ja jestem jeszcze w piżamie. Bez słowa opuściłam pomieszczenie i skierowałam się w stronę swojego pokoju.Postanowiłam ubrać się w pomarańczowe spodnie, niebieską bluzkę w kolorowe wzorki i założony na nią szary sweterek.Na twarzy zrobiłam delikatny makijaż, a włosy związałam w koka.Gotowa wróciłam do kuchni.
-Taksówka już na nas czeka.Idziemy?
-Idziemy-odpowiedziałam ubierając zimową kurtkę i buty.
Na dworze było chłodno i mroźno.Spadające płatki śniegu zamarzały na mojej lodowatej twarzy.Jedynym plusem tej pogody, był brak lodu.
Kolejno wsiadłyśmy do czekającego na nas, żółtego auta, po czym ruszyłyśmy w stronę studia.
-Czemu akurat mnie prosisz o pomoc?
-Bo wiem, że na tobie mogę polegać.
-No to nie możesz jej po prostu zaprosić?
-Ale jak?
-Kup jej jakieś kwiaty, czekoladki i zapytaj się jej wprost, czy pójdzie z tobą do kina lub na kolację.Uwierz mi, to nie trudne.
-A jeśli się nie zgodzi?
-Na pewno się zgodzi-wysiliłam się na sztuczny uśmiech.
-Dziękuję.Jesteś wspaniałą przjaciółką.-przytulił mnie.
Gdybym mogła zatrzymałabym czas, aby mieć to niesamowite poczucie bezpieczeństwa i spokoju, jakie czułam w tym momencie.
2 rozdział !Mam nadzieję,że się wam podoba:)
Pytanie:Jak myślicie co się dzieje z Isabel?
I nie myślcie sobie, że ja nie lubię Perrie, uwielbiam ją<3Tylko muszę ją trochę po obrażać, żeby opowiadanie miało sens.:)
Dziękuję za wszystkie wasze komentarze, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy<3 Oczywiście zachęcam do dalszego komentowania i jeżeli komuś się spodobało to opowiadanie obserwowania bloga:)Pozdrawiam wszystkich czytelników<3-Agnes.
Ze snu wyrwał mnie pyszny zapach smażonych naleśników.Obudzona i zarazem głodna zeszłam na dół.
-Co dziś dobrego na śniadanie?-zapytałam Agnes widząc ją smażącą jak już wspomniałam naleśniki.
-Naleśniki z czekoladą i truskawkami oraz sok pomarańczowy.
-Mówiłam ci już, że cię kocham?
-Hmm..nie.
-To mówię-posłałam jej serdeczny uśmiech.
Usiadłam przy stole i zaczęłam wcinać przygotowany posiłek.Po paru minutach dołączyła do mnie reszta.Patrząc na nie wszystkie tylko utwierdziłam się w swoim przekonaniu, że życie pojedynczego piosenkarza,jest nudne.Nie to co w grupie, tak jak np u nas, gdzie zawsze są jakieś wygłupy, odpały, gdzie zawsze jest wesoło.Dzięki programowi jakim jest x-factor poznałam czwórkę dziewczyn, które teraz są mi bliskie, które teraz kocham jak własne siostry, które mnie pocieszą, wesprą, dadzą dobre rady i wysłuchają.
W tym momencie nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co by było gdybym nie ruszyła swojego tyłka z łóżka w dniu, który całkowicie odmienił moje życie.
Rozmyślania przerwał mi głos Megan.
-Ja pozmywam.
-W zmywarce?
-Tak też można-jak powiedziała , tak zrobiła.
-To jedziemy podpisać te umowy o których mówił nam wczoraj Ben, a później wolne?
-Tak, chyba tak.
Dopiero teraz zauważyłam, że tylko ja jestem jeszcze w piżamie. Bez słowa opuściłam pomieszczenie i skierowałam się w stronę swojego pokoju.Postanowiłam ubrać się w pomarańczowe spodnie, niebieską bluzkę w kolorowe wzorki i założony na nią szary sweterek.Na twarzy zrobiłam delikatny makijaż, a włosy związałam w koka.Gotowa wróciłam do kuchni.
-Taksówka już na nas czeka.Idziemy?
-Idziemy-odpowiedziałam ubierając zimową kurtkę i buty.
Na dworze było chłodno i mroźno.Spadające płatki śniegu zamarzały na mojej lodowatej twarzy.Jedynym plusem tej pogody, był brak lodu.
Kolejno wsiadłyśmy do czekającego na nas, żółtego auta, po czym ruszyłyśmy w stronę studia.
W STUDIU
Do studia dojechałyśmy bardzo szybko.Dobrze zapoznane z budynkiem, bez problemu dotarłyśmy do pokoju, gdzie czekać miał nasz menager.Już miałyśmy wejść do środka, gdy zauważyłyśmy Little Mix idące w naszą stronę.
''Oho, to się zacznie''-pomyślałam.
-Hej wam-przywitały się z nami Jade, Jesy i Leigh.
-Hej.
-A ty księżniczko to niema jesteś, że się nie przywitasz?-rzuciła w stronę Perrie, Agnes.
-Jeszcze się wszami zarażę.Nie wiadomo co ty tam hodujesz.
Nie wiem, dlaczego one się tak nie lubiły, ale podejrzewałam, że chodzi o Malika.
-Po pierwsze nie mam wszy, po drugie lepsze mieć wszy, niż wyglądać jak jakiś klaun, który uciekł z cyrku.
-Lepsze to, niż być tobą.
-O, ale mi dowaliłaś.Wymyśl coś lepszego-parsknęła brunetka, która nie usłyszała już odpowiedzi fioletowowłosej , ponieważ wciągnęłyśmy ją do pomieszczenia w którym miałyśmy się zjawić 5 minut temu.
-Hej dziewczęta-przywitał nas Ben.
-Hej Ben.
-Tutaj mam te kontrakty o których wam wspominałem wczoraj.Spokojnie je przeczytajcie i podpiszcie.
-A kontrakt z magament jest konieczny?-zapytałam.
-Tak, ale nie martw się, oni będą dbać tylko o wasz wizerunek.
''Jasne, chyba o swoją kasę''-powiedziałam sobie w myślach.
Z przeczytaniem tych umów, wyrobiłyśmy się w 20 minut i mimo to, że parę rzeczy nam tam nie pasowało, musiałyśmy je podpisać.
-Na dzisiaj to już chyba tyle.Do zobaczenia za tydzień.
-Do zobaczenia.
Szybko wyszłyśmy z budynku i razem wróciłyśmy do naszego apartamentu.
W MIESZKANIU
-Co robimy?-zapytała Alice, bez celu przełączając kanały w telewizorze.Już miałam jej odpowiedzieć, gdy nagle zadzwonił mój telefon.
-Haloo?-odebrałam.
-Cześć Isabel, tu Louis.Dzwonię, by zapytać się co robicie, bo mamy zamiar z chłopakami do was wpaść?
-Hej.Nudzimy się, więc śmiało możecie przyjść.
-Ok.Już do was idziemy.-rozłączył się.
-Zaraz One Direction u nas będą-poinformowałam resztę dziewczyn.
Nim zdążyły coś odpowiedzieć, usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
-Otworzę-krzyknęła Jessica, która witała się już z chłopakami.Gdy zjawili się w salonie, także się z nimi przywitałyśmy.
-To wy tu sobie pogadajcie, pośmiejcie się, pojedzcie sobie-wymawiając te słowa Louis, spojrzał na Nialla, co wywołało u mnie cichy chichot, który po chwili zamienił się w wyraz zaskoczenia.-A ja zabieram Isabel, na spacer.
-Uuuuuuu-tak na wypowiedź chłopaka zareagowali nasi przyjaciele.
-Ale jest zimno i ciemno-wahałam się.
-Nie daj się prosić-gdy spojrzałam na jego minę kota ze Shreka, zgodziłam się.
-Nie daj się prosić-gdy spojrzałam na jego minę kota ze Shreka, zgodziłam się.
Ubrałam kurtkę i buty i razem z chłopakiem wyszłam na pole.
W ciszy szliśmy przed siebie.
-Piękne niebo-przerwał ją Louis.
-To prawda-zgodziłam się z nim.
W ciszy szliśmy przed siebie.
-Piękne niebo-przerwał ją Louis.
-To prawda-zgodziłam się z nim.
-I te wszystkie błyszczące na nim gwiazdy....zupełnie jak twoje oczy.
-...Dziękuję-Poraz pierwszy od x-factora poczułam motylki w brzuchu, serce zaczęło mi mocniej bić,a mój umysł przestał myśleć trzeźwo.
Znów zapadła krępująca cisza,na szczęście tym razem na krótko.
-Mam do ciebie prośbę.
-Jaką?
-Pomogłabyś mi w pewnej sprawie?
-Zależy w jakiej.
-Poznałem pewną dziewczynę.Ma na imię Eleanor.Bardzo mi się spodobała i chciałbym zaprosić ja na randkę tylko nie wiem jak.-Nie wiem dlaczego, ale odpowiedź bruneta mnie zabolała.Jednak mimo rozczarowania postanowiłam mu pomóc.W końcu był moim przyjacielem.
-Czemu akurat mnie prosisz o pomoc?-Bo wiem, że na tobie mogę polegać.
-No to nie możesz jej po prostu zaprosić?
-Ale jak?
-Kup jej jakieś kwiaty, czekoladki i zapytaj się jej wprost, czy pójdzie z tobą do kina lub na kolację.Uwierz mi, to nie trudne.
-A jeśli się nie zgodzi?
-Na pewno się zgodzi-wysiliłam się na sztuczny uśmiech.
-Dziękuję.Jesteś wspaniałą przjaciółką.-przytulił mnie.
Gdybym mogła zatrzymałabym czas, aby mieć to niesamowite poczucie bezpieczeństwa i spokoju, jakie czułam w tym momencie.
2 rozdział !Mam nadzieję,że się wam podoba:)
Pytanie:Jak myślicie co się dzieje z Isabel?
I nie myślcie sobie, że ja nie lubię Perrie, uwielbiam ją<3Tylko muszę ją trochę po obrażać, żeby opowiadanie miało sens.:)
Dziękuję za wszystkie wasze komentarze, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy<3 Oczywiście zachęcam do dalszego komentowania i jeżeli komuś się spodobało to opowiadanie obserwowania bloga:)Pozdrawiam wszystkich czytelników<3-Agnes.









